Janusz Skorupski – Pan od muzyki czy człowiek z epoki renesansu?
Wszyscy uczniowie ZSP 2 znają Janusza jako sympatycznego nauczyciela, potrafiącego grać na wielu instrumentach i z pasją realizującego zajęcia. Niewielu jednak wie, że jest to postać niezwykła i magiczna, a rozmowa z nim przenosi nas do zupełnie innego świata…. i w inne stulecie.
Wychowywał się w domu z tradycjami. Pradziadek Janusza, z zawodu kowal, dorastał w otoczeniu słynnego, nieistniejącego już od 1947 roku, warszawskiego targowiska „Kercelak”, pełnego niezwykłych sprzętów. Uwielbiał grać na klarnecie/skrzypcach. Klarnecistą i kowalem był również jego dziadek. Tata-ślusarz także potrafił grać na różnych instrumentach. Od zawsze rodzinny dom wypełniony był śpiewem i muzyką. Wszyscy grali na skrzypcach, pianinie, klarnecie, trąbce, perkusji… „Technologia? a komu to potrzebne?! Stare sprzęty i instrumenty są niezniszczalne, mają moc, mają duszę. Często wystarczy je tylko nasmarować, by dźwięk był czysty, a silnik działał bez zarzutu.” Pierwszą rzeczą, na jaką w dzieciństwie Janusz zbierał świadomie pieniądze, było pianino z 1890 r. Miał wtedy 9 lat.
Odkąd pamięta wszyscy w rodzinie poruszali się wyłącznie na motocyklach. Nie rozumiał pasji rówieśników do rowerów i sam przyznaje, że śmiał się z nich. Gdy miał 12 lat, jego jedynym środkiem transportu była motorynka. Potem? Oczywiście motocykl. Przez całe życie miał ich na własność 27, a przez jego ręce przewinęło się… sam już nie wie ile. Ulubiony? Zdecydowanie Mz ES 250/2. Za każdym razem, gdy zakłada skórzaną kurtkę, czuje dreszcz – jazda na motocyklu to jego życie, stan idealny. Za samochód dziękuje. Prowadzi „Garaż z Legendą”, w którym naprawia i odnawia stare motocykle. Pracuje również jako wolontariusz w Muzeum Motoryzacji w Gdyni, zajmując się przywracaniem świetności zabytkowym pojazdom.
Życie zweryfikowało nieco jego zainteresowania… Gdy w okresie rekonwalescencji po operacji lekarz zalecił mu jazdę na rowerze, posłuchał go. To wydarzenie rozpoczęło nowy etap w życiu – zamiłowanie do przedwojennych rowerów. Znajdował je w różnych miejscach, głównie na strychach starych domów, i dawał im nowe życie. Przyszedł mu do głowy szalony pomysł – „a gdyby tak przejechać na przedwojennym rowerze całą Polskę?” Plan był prosty: z Gdyni do Zakopanego pojedzie pociągiem, a z Zakopanego do Gdyni na rowerze („Z górki zawsze łatwiej”). Jednak życie napisało inny scenariusz tej wyprawy. Przejazd pociągiem był niemożliwy, ponieważ system sprzedał mu zły bilet i nie mógł zabrać roweru. Dzięki koledze-kurierowi dojechał do Torunia i stamtąd wyruszył do Zakopanego. Jednak pod górę… Lipiec, upały na przemian z burzami. Gdy dojeżdżał do Krakowa, miasto walczyło z lokalnymi podtopieniami. Sam w czasie podróży został zalany dwa razy. Do Zakopanego dojechał w cztery dni. Poznani tam ludzie zabrali go swoim kamperem do Torunia, a stamtąd wrócił do Gdyni na rowerze Claire z 1925 r. Cała podróż zajęła mu 8,5 doby.
„Muzyka jest jak oddech…” Od dziesięciu lat współpracuje z orkiestrą Vita Activa z Gdańska, która jako jedyna zrzesza osoby niepełnosprawne intelektualnie i ruchowo. Koncertują na terenie całej Europy. Równolegle prowadzi klasę saksofonu i klarnetu przy Europejskim Centrum Edukacji Osób Niepełnosprawnych. Z zespołem „Introvert Jazz Machine” nagrał autorski materiał wykorzystujący elementy muzyki jazzowej i poezji śpiewanej. Od 2013 r. uczy muzyki w ZSP nr 2 w Gdyni.
Mieszkanie Janusza wypełnione jest starymi meblami i sprzętami, które pochodzą zarówno z jego rodzinnego domu, jak i z domu żony. Szczególne miejsce zajmują wiekowe instrumenty. Chciałby, aby córka poszła w jego ślady, choć ma świadomość tego, że będzie to trudna droga we współczesnym świecie. Na razie spędzają razem czas w Garażu, słuchają muzyki z przedwojennego gramofonu i razem grają na instrumentach.
Nic dziwnego, zamiłowanie do reliktów przeszłości oraz muzyki jest w jej rodzinie już od pokoleń, a teraz ona dorasta w domu pełnym muzyki, wśród pięknych przedmiotów z bogatą historią.
„To mnie kręci w muzyce, że gram na starych instrumentach muzykę z ich epoki. Nie lubię nowinek, nie są ciekawe, nie ma w nich nic. Korzystam z nich, bo muszę” – mówi Janusz.
Oprócz zamiłowania do dawnych instrumentów oraz przedwojennych sprzętów Janusz sporadycznie dzieli się swoją fascynacją do gramofonów i przedwojennych rowerów na łamach czasopisma „Motocyklista”. W styczniowym numerze ukazał się obszerny artykuł opisujący zainteresowanie początkami fonografii. W artykule znalazła się między innymi fotorelacja przedstawiająca eksponaty ze zbioru autora(gramofony i płyty szelakowe). Zdjęcia okraszone były tekstem, w którym autor opisał swoją przygodę z muzyką analogową zapisaną na szelakowym krążku. W dorobku ma również publikację na temat podróży przedwojennym rowerem przez Polskę. Informacje na ten temat można znaleźć w październikowym wydaniu czasopisma „Motocyklista”. Uchylił nam również rąbka tajemnicy
i poinformował, że przygotowuje specjalna prelekcję dla uczniów naszej szkoły,
w której opowie o swoich przygodach rowerowych oraz wprowadzi w świat muzyki z czarnej płyty. To będzie początek – prosimy i namówimy go potem na opowieść o podróżach motocyklowych do dalekich krajów, o poszukiwaniach śladów historii przedwojennej Gdyni oraz o tajemnicach Chylonii… i tak minie 100 lat opowieści , na sto trzydzieste któreś urodziny Pana Janusza.
Joanna Leszczyńska, Janusz Skorupski













